Motywy ulotne

Czerwiec 9, 2009

Przygoda śliweczki

„Raz jeden”, lub „jednego razu”, lub „chociażby jak gdyby”: pewna śliweczka wpadła na chwilę w gówno.

Nie powiem, żeby jej tam podobało się. W ogóle nie powiem………….. napiszę.

Napisy bowiem sprawiają mi dużą, niekłamaną przyjemność.

Powracając zaś do śliweczki…

Twardo postanowiła z gówna wyprowadzić się, jak najszybciej. Co postanowiła, tego nie spełniła. Jak bowiem małej śliweczce, bez niczyjej pomocy wyjść z wszechogarniającego gówna?

Nie była chętna do pomocy nawet muzyka jazzowa. Z resztą – co taka muzyka mogłaby pożytecznego z siebie dać?

Czuję jednak, że zbyt wiele pytań retorycznych w niniejszej wypowiedzi. Zamiast więc mnożyć pytania nie oczekujące na odpowiedź, szybkim, precyzyjnym ruchem, z użyciem osobistych dwu palcy, wyciągnąłem śliweczkę z gówna.

Miłe złego początki…, jakowoż spojrzawszy z bliska na dzieło mych rąk odczułem z razu potrzebę natychmiastowego nieodwracalnego wyrzygania się. I przystąpiłem do realizacji – ale z zastrzeżeniem: „nikomu, na buty”.

Nic to jednak nie znaczyło dla śliweczki. Czuła się wtedy na tę jedną chwilę najzupełniej wolną, choć nieco cuchnącą, materią…

Theme: Rubric. Blog na WordPress.com.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.