Idą wybory. Tą razą szczególnie szczególne. Znowu sypią się kłamstwa. I kiedy będą mówić ludzie “czcigodni” o “wartościach” typu – “ojczyzna”, “patriotyzm”, warto zwrócić uwagę na kilka szczegółów, choćby jak w następującym tekście:
“Do szczególnych zamiarów wybrany przez Boga naród izraelski przez długie wieki nie miał królów i nie czuł potrzeby ich mieć; wystarczali mu starsi rodów i pokoleń, wodzowie, kapłani i sędziowie. Za króla swego ten naród miał tylko Boga jedynego.
Dopiero na przełomie jedenastego i dziesiątego stulecia przed naszą erą coś się zmieniło w Izraelu…”Zebrała się cała starszyzna Izraela i udała się do Samuela.
Odezwali się do niego: Oto ty się zestarzałeś, a synowie twoi nie postępują twoimi drogami; ustanów raczej nad nami króla, aby nami rządził tak, jak to jest u innych narodów… abyśmy byli jak wszystkie narody, aby nas sądził nasz król, aby nam przewodził i prowadził nasze wojny…
Modlił się więc Samuel do Jahwe, Jahwe rzekł do Samuela: Wysłuchaj głosu ludu, bo nie ciebie odrzucają, lecz mnie odrzucają jako króla nad sobą (1Sm 8,4-7; 19-20).I odtąd przez lat kilkaset, Izraelici miewali nad sobą królów, swoich i obcych, i mieszańców, “jak to jest u innych narodów”.
Ale w ludziach prawdziwie pobożnych w Izraelu rosła wypowiadana przez proroków coraz głębsza tęsknota za przemianę, za odnową, za Mesjaszem, za Zbawicielem, za naprawdę Bożym królowaniem nad Izraelem i nad wszystkimi narodami świata. “Bóg Nieba wzbudzi Królestwo, które nigdy nie ulegnie zniszczeniu. Jego władza nie przejdzie na żaden naród. Zetrze i zniszczy ono wszystkie te królestwa, samo zaś będzie trwało na zawsze” (Dn 2,44).
Około roku 110 autor Listu do Diogeneta określi opozycję chrześcijan w tej wspaniałej formule: “Chrześcijanie zamieszkują ziemię, ale tak, jakby przebywali na niej tylko przejściowo. Nie ma obcego kraju, który by nie był dla nich ojczyzną, ani też nie ma ojczyzny, która by nie była dla nich obca”. Nieco później Tertulian wyraża się bardziej dosadnie: “Dla nas, chrześcijan, nie ma nic bardziej obcego niż republika! Uznajemy tylko jedną: republikę wszystkich ludzi, cały świat”…
Ale gdy cesarze rzymscy, zamiast prześladować wierzących w Chrystusa, zaczęli otaczać ich opieką, a nawet udzielać im różnych przywilejów, w społeczności chrześcijańskiej zaczęło się coś chwiać i zmieniać, aż doszło do zaniechania wysiłków zmierzających do realizowania tego Królestwa Bożego, którego słudzy “nie chwytają za miecz i nie biją się nawet w obronie swego Króla”.
Zamiast słuchać głosu Boga jedynego: “Nie będziesz zabijał”, zaczęto słuchać po dawnemu “bogów cudzych” (cesarzy, królów, książąt, panów, wodzów i rządów państwowych), rozkazujących zabijać, i to w imię odpowiedzialności przed historią, nowym najwyższym bóstwem wśród tych fałszywych “bogów cudzych”. A różne filozofie, teologie, autorytety religijne, a później i popularne katechizmy – pochwalały to i zalecały. Tak że prorok izraelski Izajasz mógłby i do narodów “chrześcijańskich” wołać z wyrzutem: “Ręce wasze są pełne krwi” (Iz 1,15).
I tak jest do dnia dzisiejszego…
I zawsze była w Kościele choćby “mała trzódka” wiernych ideałom Królestwa Bożego, takich, jak męczennicy rzymscy Nereusz i Achilles, czy później święty Franciszek z Asyżu i jego naśladowcy…
A dziś, właśnie dziś, zdaje się nadchodzić czas na jasne postawienie sprawy. Na Soborze Watykańskim II Kościół uprzytomnił sobie jeszcze raz, czym Kościół jest: społecznością Jezusa Chrystusa i Ducha Świętego z naszymi biskupami, z Piotrowym następcą na czele i z nami wszystkimi.
Powołaniem Kościoła jest nauczanie wszystkich narodów i szerzenie Królestwa Bożego, a więc takiego Królestwa, “którego słudzy nie chwytają za miecz i nie biją się nawet w obronie swego Króla”. Po krwawych doświadczeniach dwu ostatnich wojen światowych, a jednocześnie gdy tak dużo mówi się o prawach człowieka, nie możemy dłużej znosić niewierności światłom Ewangelii: granicą używania siły fizycznej w obronie własnej i innych ludzi i własnego narodu jest Boskie przykazanie: “Nie będziesz zabijał”.
Wojna dzisiaj, jakąkolwiek bronią byłaby prowadzona, jest bluźnierstwem przeciw Bogu i przeciw człowiekowi….
I “pokój będzie ostatnim słowem historii” (Jan Paweł II).
I kto wie? Czy upragnione zjednoczenie wyznań chrześcijańskich, w jednym świętym Kościele Powszechnym nie nastąpi dopiero wtedy, gdy te wyznania najpierw oduczą swych wiernych przelewania bratniej krwi ludzkiej? Może dopiero wtedy staną się godne sprawować wspólnie Najświętszą Eucharystię Ciała i Krwi Pańskiej.”
Ks. Jan Zieja. “Z rozmyślań o Królestwie Bożym na ziemi”. Maszynopis. Warszawa 1981

