Motywy ulotne

Listopad 11, 2010

O zapachu

O zapachu kupy porannej
robionej przed świtem
między jawą a snem
z pierwszym kęsem kanapki
lub ciepłym jeszcze łykiem kakao
w ustach

Rozpływając się w noso-gardła przestrzeni mrocznej
porażasz mnie wrażeniem
jak brzytwą ciętym
intensywnie nasyconym
zaiste

Treścią formy

Wysiłkiem poranka

By wstać i iść
nie zapominając o kilku podstawowych czynnościach higienicznych
przedtem

Oto i staję przed istotnym wyzwaniem.

Wrzesień 12, 2010

Bezchcenie

Chciałbym powiedzieć, że mam wszystko w dupie
Że nic mnie nie obchodzi
I nie przejmuję się wcale
Ale mam już swoje lata
Nie wypada mi przyznawać się do klęski
Właśnie teraz
Gdy od nowa odkrywam przyjemność niewinnego uśmiechu
Rozpostartych niedbale ramion
Kilku szybkich ruchów pióra kreślących wartką linię wiersza

W wolnych chwilach śpię
Czytam Herberta
Lub wyobrażam sobie świat
Niedzielnych popołudni
Zacieniony górski potok
Słowa łatwe i giętkie
Tak, że można je zabrać
Bez chcenia ich powiedzenia

Lipiec 2, 2010

Przedwyborcza motywacja

wiersz Smoleniowi poświęcam

Synu, nie leż. Idź – zagłosuj na manekina
Synu nie śpij. Wybierz… sobie coś
W tym pustym pudle
Żeby nie powiedzieli Ci, że nie masz wpływu
Ani wypływu
Ani prawa krytykować
Ani lewa strona nie będzie tu reprezentowana
Wobec zgromadzenia „bandy zgredów i szpanerów”

Czerwiec 15, 2010

Dżem malinowy w Babilonu okowach

Dziś palcem w dżemie grzebię
Babilon płonie
Mam lepkie dłonie
Dłonie lepkie
Jak powietrze
Tu

Luty 9, 2009

Depresja zimowa zdeprawowanego poety: Wontroby Kapitana

Beeeel
Przerębeeeel
Jak w dziecinnym psycho-dowcipie
Taki dziś głęboki
Tak zimny
Jak Zbysław Zimny
Teoretyczny syn Wiesława
Niech mi wybaczy
Tę ciemność
I lodu łoskot nad z głowy myśli strumieniem
Mym
Nie-mym

Luty 5, 2009

Wyjaśnienie pojęcia teatrzyku „Seria wzdęć”

Filed under: liryka,teatrzyk "seria wzdęć" — Beton @ 7:42 pm
Tags: ,

Zamykam oczy i śpię
W środku zaś nie ma nic
Wiersz jak Skaranie Boskie

Otwieram oczy i żyję
W środku zaś nie ma nic
Proza jak wyrok śmierci w zawieszeniu

Przymykam oczy – odczuwam
W środku dobija się coś do głosu
Dramat jak seria wzdęć

Styczeń 9, 2009

przepraszam pamiętniczku, jestem z powrotem

Filed under: liryka — Beton @ 10:33 pm
Tags:

bądź wierny, idź…
(czy jakoś tam, jak tak fajnie Z. Herbert napisał…)

Idę, jestem wierny
Swobodny jak papierek
Spadający z wysokości 40-tego piętra
Chyboczę
I bujam na wietrze
10 metrów w prawo
4 metry w lewo
64 metry w dół
Jak nitka uwolniona z kłębka
I nic mnie nie uwiera
Nie swędzi
Nie dogryza
Nie boli
Tylko teraz

Ale niezupełnie tu
Niezupełnie tak

Słucham sobie
Szumów i szelestów
Słucham muz
I muzykantów
„Co on robi tej gitarze?!
Dlaczego w piachu ją tarza?
Dlaczego wali w beton?
Beton mocny jak dzwon
Beton ciężki jak zgon
I kruchy jak gołąbek kruchy – Russula fragilis. Gatunek niejadalny”

Nie mówię, bo nie jestem gadatliwą idiotką
Raczej piszę
Tak – piszę
Stukam grubymi palcami w klawisze
Klawisze się starzeją, ścierają, zanika ich treść

A ona wypowiada się
Że słowa mogą boleć
Że tak
I mocno
I bardzo
Acha…
Wielki koszt

Gdy otwieram usta
Moje konto w banku jęczy
Przelew idzie wprost
Na wprost
Twarzą w twarz
Okiem w nos
Nosem w tors
Torsem w brzuch
Lecz nic to
Bo
Mam w banku otwartą
Debetową linię
Więc stać mnie nie tylko na słowa
Nie tylko na kpinę
Stać mnie
Dopóki się nie położę

Październik 16, 2008

Człowiek nie wyróżniający się niczym

Filed under: liryka — Beton @ 12:58 pm
Tags:

Mam nieodpartą chęć wstać z krzesła
I wyróżnić się czymkolwiek
Ale ….

Lata mijają

Mam nieodpartą chęć wstać z krzesła
I wyróżnić się czymkolwiek
Kolorem beretu
Odcieniem różu na policzkach

No i cholernie mnie to podnieca
Ta nieodparta chęć
Robi mi się ciasno w spodenkach
Ale…

(dziewięć pięter nad śmietnikiem – 8 stycznia 2004)

Theme: Rubric. Blog na WordPress.com.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.