Pewien mój znajomy, w latach młodości, zwykł w prosty sposób uzasadniać wiele uchybień normom chrześcijańskiego życia powszedniego. Używał uniwersalnego argumentu „to wszakże kwestia fizjologii, a nie moralności, uprzedzeń, zabobonów czy czegoś tam, czegoś…”. Jakoś nie znaleźliśmy wspólnego języka, choć bardzo go lubię. A nawet rozumiem. Ostatnio dowiedziałem się, że ktoś z jego bliskich w najbliższym czasie umrze. I przyszła okazja, by stwierdzić, że „to wszakże kwestia fizjologii”.
Luty 24, 2012
Dodaj komentarz »
Brak komentarzy.
Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. Adres TrackBack

