Było, nie było, mam fazy w życiu, gdy czytuję nagłówki tabloidów.
Najczęściej mi się przydarza, gdy stoję w kolejce do kasy osiedlowego sklepiku, ściskając w dłoni flaszkę z kolą. Rzucam wtedy oczkiem na okładki pism wystawionych obok wejścia. I daję upust chorej wyobraźni.
Dajmy na to, puszczona na wabia, niedokończona zajawka „Lech Wałęsa wydobrzał. Właśnie opuścił …”. Ech – co on takiego opuścił, ten Lech Wałęsa (nie znam człowieka osobiście i od dawna nie śledzę jego niebywałych poczynań)?
Pierwsze, co przychodzi, do zmęczonej głowy – „opuścił spodnie”.
Tu ciąg logiczny i chora wyobraźnia produkują obraz – Wałęsa>Polak>mężczyzna>wydobrzały>opuścił>spodnie.
Nie ważne – czy celem wypróżnienia, pokazania zainteresowanym swej tężyzny czy może w bardziej wyuzdanym zakresie. Piękne – moim zdaniem.
Ciekawe, co na to sam Opuszczający (piszę z wielkiej litery, dając wyraz szacunku)?
Już nie będę roztrząsał, że w Polsce żyje z górką pół miliona ludzi, którzy płacą pieniądze by kupić durną gazetę i dowiedzieć się np. co naprawdę opuścił rzeczony celebryta…

