Osoby:
- Szef
- Misiu.
Szef – mężczyzna w wieku ok. 40 lat, w czarnym garniturze grabarza, siedzi za sporym biurkiem pośrodku sceny. Na biurku stoi tylko szklanka herbaty ze sporą łyżeczką.
Misiu – mężczyzna w wieku ok. 40 lat, w czarnym garniturze grabarza. Stoi przed biurkiem Szefa w odległości nie mniejszej niż na długość wyciągniętych ramion. Nogi niemal na sztywno złączone ze sobą, ręce równo opuszczone wzdłuż tułowia, mówiąc nie porusza się, jedynie kiwa się ruchem wahadłowym w przód i w tył.
Poza tym scena zupełnie pusta, światło żółtawe, raczej przygaszone, męczące dla widza chcącego znać jak najwięcej szczegółów.
M bardzo głośno i bardzo wyraźnie – Czardżowalność w okresie ostatnich 35 miesięcy średnio osiągnęła poziom zakładany przez Spółkę Matkę, a nawet – w okresach jesienno zimowych wykazywała co najmniej 5 procent wzrost powyżej przeciętnej.
S pochylony nisko nad szklanką, nie patrzy na Misia, trzymaną w prawej dłoni łyżeczką energicznie miesza herbatę, starając się przy tym nie dotykać brzegów szklanki – Mieszu, mieszu, mieszu…
M niczym nie zrażony – Mając to na względzie, zintensyfikowałem wysiłki dla podwyższenia wskaźnika czardżowalności o kolejne 5 do 10 procent – także rozpatrując w tym zakresie specyfikę czasookresów wiosenno letnich. Jak również – zgodnie z panującym w Naszej Firmie zwyczajem – przestałem bywać w domu mym rodzinnym, jeść, spać, współżyć – także w myślach, mowie i zamiarach. Zgodnie z zaleceniami kierownictwa – piłem. Niezbyt jednak dużo, by nie tracić czasu na wizyty w kiblu. Pochłonięte płyny starałem się efektywnie wydalać przez płuca, śluzówkę i skórę. Udawało mi się to w 76 procentach. Zostałem nawet w tym zakresie nagrodzony doroczną nagrodą Zarządu – brązowym orłem z liściem wawrzynu trzeciej klasy z frędzlami.
S – Mieszu, mieszu, mieszu…
M niczym nie zrażony – Osiągnięte efekty przerosły nawet moje nieskromne wyobrażenie. Wskaźniki definitywnie wzrosły, co pozwoliło Zarządowi, w planach na kolejne czasookresy umieścić przeciętne normy do niemal o jedną piątą wyższego poziomu niż poprzednio. Spotkało się to z entuzjazmem tak moim, jak i moich podwładnych, z których zaledwie dwóch zmarło, pozostali zaś starali się bezkosztowo uzupełnić powstałe w ten sposób ubytki.
S – Mieszu, mieszu, mieszu…
M niczym nie zrażony – „Jestem pudlem z Gwadelupy, nogi grube mam jak słupy”.
S – Mieszu, mieszu, mieszu…
M niczym nie zrażony – Wyniki zaś czwartego półrocza ubiegłego roku w żaden sposób nie wskazywały na obraz niniejszego miesiąca, w którym to zmuszeni byliśmy zarejestrować niestety, spadek niektórych wskaźników, szczególnie w zakresie obsługi FMCG i MRGC oraz CPTW. W związku z tym Nasz Zespół, na cotygodniowym zebraniu integracyjnym, które odbyło się wczoraj w nocy, postanowił zarekomendować Zarządowi możliwość zastosowania podstawowych cięć kosztowych w granicach powszechnie uznawanych za wyuzdane. To znaczy wysmyknięte z uzdy, jak wnoszę, choć tym razem, muszę się przyznać – nic z tego nie rozumiem, co ja mówię do Ciebie, a ty tylko tak generalnie i szczegółowo, operacyjnie mieszasz i strategicznie do mnie nic nie mówisz. Więc wewnętrznie chyba denerwuję się… Nawet.
S z wewnętrznej kieszeni marynarki wyjmuje opakowanie lekarstw – jeden plastikowy listek zaspawany aluminiową folią; wypstrykuje kolejno wszystkie 10 dużych białych tabletek, na blat biurka, obok szklanki; podstawia jedną dłoń pod brzeg biurka, a drugą zmiata wszystkie tabletki do nadstawionej garści; jednym śmiałym ruchem wrzuca tabletki do ust, popija całą szklanką herbaty; odstawia szklankę – Łyku, łyku, łyku…
M – …
S – Przepraszam, cię bardzo, Misiu… po prostu łeb mnie dzisiaj strasznie, ale to naprawdę strasznie boli. Usuwali mi wczoraj przepuklinę bez znieczulenia, wiesz… w czasie podróży windą, na czwarte piętro, na spotkanie z przedstawicielami potencjalnego Klienta.
M z udawanym niby to uśmiechem – Ależ…
S – Ależ, muszę ci jeszcze powiedzieć lub… chcę ci jeszcze powiedzieć, że zwolnij się lepiej dzisiaj albo My zwolnimy cię… też dzisiaj… wiesz. Szkoda czasu na jakieś tam niuanse. Za drzwiami leży kilka starych kartonów, spakuj swoje rzeczy, oddaj identyfikator portierowi i nie zjawiaj się już. Twoja karta dostępowa do drzwi wyjściowych dezaktywuje się za 17 minut. Miło było, naprawdę… żałuję.
M – Tak. Dziękuję ci bardzo, Zbyszku.
S z leniwą irytacją – I nie mów do mnie „Ci” ani „Ty”, ani nawet „Zbyszku” – nasza Firma nie jest już dla ciebie Jedną Wielką Rodziną.
Kurrrrtyna